niedziela, 23 marca 2014

Part Seven





Minął tydzień, a Harry od tamtego czasu nie pojawił się w moim domu, ani nie dzwonił, z czego byłam bardzo zadowolona. Kto by nie był?- Spokój, to ten czas, który w życiu ceni się najbardziej, a kiedy taki ktoś jak Harry wrzuca swoje 3 grosze do twojego życie już wiesz, że dawno minął twój spokój, ale na moje szczęście ta cecha powróciła do mnie bardzo szybko. Ale nie na długa dane mi było leniuchować i czytać wspaniałe i wzruszające powieści moich ulubionych autorów, tylko dlatego, że moja przyjaciółka, Amber jak już wiecie to dość imprezowa dziewczyna i każdego dnia namawia mnie na 'mini melanż' co w rzeczywistości okazuje się być taką imprezą, że aż huczy o niej w całym mieście, za każdym razem odprawiałam ją z kwitkiem, tłumacząc, że jestem zajęta, ale nie dzisiaj, nie dała się i siłą mnie wyciągnęła z domu. I tak o to w pełnej okazałości jestem tutaj, obok przyjaciółki, wystrojonej jakby sama Królowa Anglii zjawiła się na tej imprezie, oczywiście to nie herbatka, więc rockowy strój Amber, kompletnie nie komponuje się z moimi czarnymi rurkami, zwykłej białej bluzce, granatowej bluzie i czarnych vansach. Po ostatniej imprezie mam dość strojenia się, te sukienki nie dobrze mi wychodzą więc zwyczajny strój, co przyjaciółka nazywa 'kościelnym ubiorem' wchodzi jedynie w grę. Siedziałam już od godziny na kanapie, a moja przyjaciółka już w pierwszych minutach zniknęła ze swoim chłopakiem i tak znudzona, muszę siedzieć na kanapie i wpatrywać się w spocone i napalone ciała moich rówieśników, a najlepsze jest to, że kompletnie nikogo tu nie znam, po za Amber oczywiście i jej chłopaka, którego imienia dotąd nie mogę spamiętać.
-Czy mogę prosić do tańca?- W kulturalny i dość miłym głosem spytał kruczowłosy brunet, o czekoladowych oczach i dobrze zbudowanej posturze. Nie był to pijacki bełkot, tylko zwykły głos, jakby owy chłopak kłaniający się przede mną  i wyciągający w moją stronę prawą dłoń nic nie pił. Niepewnie chwyciłam jego wielka dłoń i poszliśmy na środek salonu, który teraz służył za parkiet. Kołysaliśmy się w ryt muzyki, nawiązując jaką podstawową rozmowę.  Dowiedziałam się, że chłopak na imię ma Zac.
-więc Zac, co robisz na tej imprezie?- Spytałam nie przestając tańczyć. Wymieniliśmy pomiędzy sobą słodkie uśmiechy, po czym chłopak zaczął swoją wypowiedź.
-Jestem jej organizatorem.- Uśmiechnął się dumnie.
-Miło mi poznać- odwzajemniłam uśmiech.
-Wybacz, ale muszę iść.- Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Zac ulotnił się i zostawił mnie samą  na środku salonu/parkietu. Kiedy zostałam już całkiem sama, postanowiłam wyjść, lecz wolę uprzedzić Amber, żeby się nie martwiła tak jak ostatnio.

result-thumb
Przyjaciółka nie odpisała, więc tak jak zapowiadałam wyszłam. Przedzierałam się przez  napalony tłum dencowiczów.  Co chwila ktoś proponował mi drinka, bądź taniec, starałam się w najmilszy sposób odmówić i nie którzy to rozumieli, inni mieli tendencję do przekonywania, że jednak lepiej będzie jak zostanę. Wypuściłam głośno powietrze, kiedy opuściłam dom Zac, jako gospodarz i jako zwykły imprezowicz, wydawał się być całkiem w porządku, ale to nie moja winna, że nie przepadam za towarzystwem naprocentowanych ludzi.
-Aż tak źle było?- Spytał ktoś stojący za mną. Skądś kojarzyłam ten lekko ochrypły głos. Kiedy się odwróciłam moim oczom okazał się ON mój koszmar, moje przekleństwo. Stał ze mną twarzą w twarz, a jego cyniczny uśmieszek nie schodził z twarzy. Irytujące. Stałam tam jak słup soli i nie wiedziałam co powiedzieć. Gula formująca się w moim przełyku odebrała mi mowę, ale sądzę, że to przyczyna czegoś innego. Wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam od dawna, nie wiedząc o tym.
-N-Nie- Wydukałam. Byłam dumna, że przynajmniej to mi się udało. Brunet prychnął na moje słowa.
-Gdyby nie to byś tam została.- Uśmiechnął się zalotnie.- A może wyszłaś, bo beze mnie nie miałaś tej zabawy.- Dodał, a tym razem ja prychnęłam.
- Uwierz mi, jesteś tylko moją przeszkodą do dobrej zabawy. A teraz wybaczysz, ale śpieszę się- Wyminęłam go i ruszyłam ulicą wzdłuż mojego domu. Impreza, na którą Amber mnie zaciągnęła, znajdowała się 15 minut od mojego domu na piechotę.
-Czekaj! odwiozę cię!- Krzyknął, Harry biegnąc truchtem za mną, do póki nie szedł ramie w ramie ze mną.
-Harry, daj spokój mówiłam ci, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego- przypomniałam mu  nie zatrzymując się. Chłopak wzruszył tylko ramionami i dalej szedł ze mną. Zatrzymałam się w pół kroku.
-Harry nie rozumiesz grzecznie? Odpierdol się ode mnie!- Wykrzyczałam mu w twarz i sama nie wiem skąd tyle jadu znajdywało się w jednym zdaniu, ale była pewna, że wszystko to było jeszcze za mało jak dla niego.
-Nie rozumiem tego, skarbie. Ja cię chcę, ty mnie też. Jaki problem?
-Harry ty naprawdę nie pojmujesz, że ja nie jestem tą która ciebie pragnie, jestem tą która cię nienawidzi.- Ponownie krzyknęłam.- Nawet nie próbuj za mną iść- Ostrzegłam.
-Bo co mi zrobisz?- Przekomarzał się.
-Harry, błagam cię jak chodź masz cząstkę serca, bądź dobroci to zostaw mnie w spokoju i znajdź inną, której zniszczysz życie.- Kilka łez formowało się w moich oczach, ale zatrzepotałam kilkakrotnie rzęsami, aby ich uniknąć. Tylko nie płacz przed nim, nie rozklejaj się. - Powtarzałam sobie w myślach jak mantrę.
                                                  ________________
                                                                                  (Harry)
Stałem przed nią i jedyną rzeczą jaką chciałem zrobić to wpić się w jej usta, jej słodkie wiśniowe usta, które już od bardzo dawna mnie kuszą. Za to ona, błaga mnie, aby ją zostawił. Starałem się, wtedy kiedy tydzień temu prosiła mnie abym wyszedł i nigdy nie wracał, zrobiłem to, chciałem dać jej spokój, ale nie mogłem od tygodnia zaprzątała moje myśli, a kiedy dowiedziałem się, że jest na tej imprezie, zapragnąłem na niej być, żeby tylko na nią popatrzeć, żeby widzieć jak się uśmiecha, albo tańczy z kimś kto nie był by mną, ale chciałem tego, chciałem ją widzieć. Kiedy teraz stoi przede mną i robi wszystko, żeby łzy nie wypłynęły na jej piękne, gładkie policzki. Tak bardzo chciałbym być osobą, przez którą będzie się śmiała, chciałem, żebym był tą osoba dla niej, którą będzie całowała. Chciałem jej pokazać, że mam serce, które chcę, żeby wypełniała ona, nikt inny tylko ona. Jej słowa 'Harry, błagam cię jak chodź masz cząstkę serca, bądź dobroci to zostaw mnie w spokoju i znajdź inną, której zniszczysz życie' chciałem jej pokazać, że mam serce, a jej słowa, ranią bardziej niż wbity szpikulec w środek serca, chodź w sumie się tak czułem jakby go mi wbiła i z premedytacją wbiła go jeszcze mocniej.
-Mam serce.- Szepnąłem i wpiłem się w upragnione usta, które śniły mi się po nocach, a w dzień zaprzątały myśli i nie powiem, że nie podobało mi się to. Przez pierwsze sekundy stała oszołomiona i nie oddawała pocałunku, lecz później obydwoje walczyliśmy o dominacje, a nasze języki współgrały ze sobą. Mógłbym całować je całe moje życie, a nawet jeden dzień dłużej, ale powietrzę, którego nam zabrakło spowodowało odsunięcie się od siebie. Stała nadal blisko mnie, a jej klata piersiowa unosiła się szybciej niż zawsze. Przegryzłem jej dolną wargę i czułem jak się uśmiecha.
-Jesteś taka gorąca- Szepnąłem jej do ucha, przegryzając jego płatek. Spojrzałem na nią, a jej policzki oblał przesłodki rumieniec.
-Harry.. Wiesz, że nie możemy.
                                             
                                                            *Czytasz-komentujesz*
Jeżeli czytasz to opowiadanie to zostaw po sobie jakiś ślad, nawet kropkę, żebym wiedziała ile osób czyta i czy warto pisać dalej. Przepraszam, że taki krótki ale ostatnio niezły zapierdziel jest i trudno mi pisać. Zapraszam was też na Trouble  mojego bloga. Jest już 3 rozdział. Liczę na wasze komentarze.
Kocham was xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz