piątek, 28 lutego 2014

"She and He- Two Different worlds, but no longer so foreing" Part three

Kiedy weszłam do domu, mama siedziała na kanapie, zauważając mnie podeszła ku mojej osobie.
-Jak było słoneczko.?- Spytała uradowana.
-Fajnie-Rzuciłam na odchodne i udałam się w kierunku mojego pokoju. Było strasznie, nigdy więcej takich "randek" w sumie można nazwać  to randką skoro jej nie chciałam.? Skoro wybiera się na owe wydarzenie, pierwsza, jak i druga strona powinny tego chcieć. Postanowiłam zmyć z siebie wydarzenia dzisiejszego dnia. Zgarniając moje ulubione bawełniane, szare dresy i za dużą granatową podkoszulkę taty. Weszłam do łazienki zdejmując po kolei swoje ubrania, rzucałam je gdzieś w kąt.
Weszłam pod gorący strumień wody, który zaprowadził mnie w błogi stan. Wiem, że wyda się to dziwne, ale będą pod prysznicem zapominałam o różnych zmartwieniach, można powiedzieć, że mnie uspokajał, co było mi w tej sytuacji na rękę. Wzięłam do ręki Malinowy szampon i wylałam, gniątką substancję na dłoń, Odcień szamponu przypominał wydęte, malinowe usta Harr'ego.- April, przestań o nim myśleć- Skarciłam się w myślach. Rozsmarowałam szampon po moim ciele, po czym gorący strumień zmył ze mnie lekko-malinową pianę. Włosy umyłam zwykłym szamponem do włosów i tak jak w przypadku ciała, woda zmyła pianę z włosów. Stałam tak jeszcze chwilę pod gorąca wodą, po czym zakręciłam kurek, owinęłam się zwinnie białym, bawełnianym ręcznikiem i ubierałam się wcześniej przygotowane rzeczy. Kiedy wyszłam z łazienki, światło w pokoju było zgaszone, a od strony okna wiał, nieprzyjemny, wieczorny wiatr. Szybko podeszłam do okna i je zamknęłam po czym zapaliłam światło. Oczy mało co mi z orbit nie wyszły kiedy mój wzrok począł na moim łóżku, a na nim wpół lężący Harry.
-Co ty tu robisz.?- Spytałam podnosząc pytając prawą brew. Starałam się zamaskować jakoś strach, lecz nie wiedziałam jak. Więc po prostu przegryzłam wargę, robiłam tak często jak się denerwowałam, taki nawyk z dzieciństwa.
-Przyszedłem cię zobaczyć.- Podszedł do mnie i uwolnił moją wargę, z pomiędzy zębów. Górował nade mną wzrostem, czarna koszulka opinała jego ciało, zaś na nogach miał czarne rurki i białe conversy. Zmierzwił swoje włosy ręką, był chyba lekko podenerwowany, albo mi się wydaje.
- Słuchaj jeżeli chcesz mnie przelecieć to chcę ci tylko powiedzieć, że marnujesz swój czas.- Przerwałam tą nie zręczną cisze, wbijając wzrok w swoje stopy, które raptownie stały się bardzo interesującym obiektem.
-Nie miałem takiego zamiaru, ale skoro myślisz o mnie w takim kontekście, mogę zmienić zdanie- uśmiechnął się zadziornie.
-Nie myślę o tobie w kontekście seksualnym.- Zaprzeczyłam. Jedynie o czym myślałam związanego z nim, to kiedy w końcu da mi spokój.? Podniosłam swój wzrok na tęczówki Harr'ego i z ręka na sercu muszę przyznać, że ma piękny kolor oczu, piękny.?- To za mało powiedziane. Byłam kompletnie zatracona w jego szmaragdowym oceanie. Po kilku sekundach odtrsząsnełam się z szmaragdowego transu.
-Harry musisz wyjść.- Powiedziałam cicho. Przy nim traciłam tą pewność siebie, którą miałam. Nie byłam żadną Bogurodzicą, bo miałam swoje przewinienia, ale przy nim nie potrafiłam powiedzieć co myślę o nim. Kompletnie nic. To jest przytłaczające.
-Jak mnie pocałujesz to wyjdę.- Jego oczy przeszły blask pożądania, a konciki ust uformowały się w zadziorny uśmieszek, który strasznie mnie denerwował. Pokręciłam głową  w geście dezaprobaty.
-No to gdzie mam spać.?- Spytał widząc moje negatywne nastawienie do pocałunku z nim. Jego głupi uśmieszek nie schodził mu z twarzy
-U siebie.- Odpowiedziałam zirytowana.
-Skarbie, chciałem całusa na pożegnanie, a ty nie chciałaś mi go dać  więc widzę, że nie chcesz się, żegnać, więc zostanę.- Szepnął mi do ucha, a jego gorący oddech czułam na swojej szyi. Dreszcz przeszedł całe moje ciało, a gęsia skórka otuliłam moje ciało.
-Harry.!- Tupnęłam nogą, w geście irytacji.
-To moje imię.- Droczył się.
- Pójdziesz stąd- po prosiłam, błagalnym tonem.
-Wolę zostać. - Kontynuował droczenie, co wyprowadzało mnie powoli z równowagi.
-Dam ci buziaka i wyjdziesz.? - wolałam się upewnić.
-Tak.-  odpowiedział dumnie. Podeszłam bliżej do niego i cmoknęłam go w policzek.
-No możesz już iść.- Poknaliłam go. Lokers wyszedł przez okno i dam i spokój.


                                                      ***       ***
Obudzona  przez światło, przedzierające się przez nie zasłoniętą roletę. Po porannej toalecie ubrałam się w strój po domu, składający się z granatowej bluzy, szarych dresów i moich beżowych botków. Ubrana zeszłam do kuchni, w celu zrobienia śniadania. Kiedy byłam w pomieszczeniu zauważyłam żółtą kartkę przyklejoną na lodówkę.
 "Wyjeżdżamy w delegację, wrócimy za klika dni. Pieniądze są tam gdzie zawsze. Kochamy cię"
                                        Mama i Tata xx
Nie przejęłam się tą informacją- Dlaczego.? Odpowiedź prosta delegacje i praca to było na porządku dziennym, było tak od kąt pamiętam, aż z czasem się przyzwyczaiłam. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i zasiadłam przed telewizorem oglądając nudne Realty Show. Moje jakże ciekawe <sarkazm> oglądanie przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam i podeszłam do drzwi, aby zobaczyć kto przyszedł, obstawiałam, że to Amber przyszła zdać mi relacje z imprezy, ale myliłam się i to bardzo. Zamurowało mnie kiedy zobaczyłam kto postanowił mnie odwiedzić. Harry.
-Co tu robisz.?- Spytałam szokowana.


    














__________________________________________________________________________________
Jeżeli przeczytasz rozdział, skomentuj, bądź postaw zwykłą kropkę, bo wtedy ja wiem, że czytasz, a moja praca nie idzie na marne. Dziękuje wszystkim, którzy czytają. KOMENTARZE MOŻNA DODAWAĆ Z ANONIMA.
 
Tak wyglądałam, jak przeczytałam komentarz xDD każdy się liczy, a ja czytam każde :D
po czym  tak o to jak to nam Malik przedstawia ♥ cieszyłam ryja do monitora.
Kochani liczę na wasze komentarze xx ♥
Dzisiaj w nocy/rano pojawi się kolejna  część, jeżeli matka nie zabierze mi kompa. Jest jeszcze jedna sprawa ustawiłam, że "Anonimki" mogą dodawać komentarze, więc byłoby mi niezmiernie miło gdyby pod rozdziałem pojawiła się nawet kropka, w tedy mam pewność, że czytasz. Pozdrawiam xx

czwartek, 27 lutego 2014

Jeżeli ktoś czyta mojego bloga niech w komentarzu napisze byle co, nawet zwykłą kropkę. Muszę wiedzieć, czy mam pisać dalej. xx

środa, 26 lutego 2014

"She and He - Two Different worlds, but no longer so foreing."- Part Two

Wstałam rano, nie bolała mnie głowa po wczorajszej "zabawie" jezeli tak to można nazwać. Zeszłam do kuchni, w celu zjedzenia śniadania.
-Witaj, słoneczko.-Przywitała się mama, posyłając mi ciepły uśmiech. Zaraz, MAMA.? Co ona tu robi.?
-Mamo, co ty tu robisz.?- Spytałam zdziwiona. Ona nigdy nie mała wolnego, nie przychodziła... na moje przedstawienia, bo praca..
-Później ci wyjaśnie, ale teraz zajmi się swoim gościem.- Wskazała na Harr'ego. Rodzicielka promieniennie się uśmiechając wyszła z kuchnia.
-Co ty tu robisz.?!- Wycedziłam.
-Zabieram cię, a tak w ogóle to masz fajną mamę.- uśmiechnął się zadziornie. Nie odpowiedziałam nic, patrzyłam się na niego, a on na mnie.
-No ubieraj się.- Pognalił, loczek.
-Wyjaśnijmy sobie jedno. Ja Jestem z tej grupy kujonów- W powietrzu pokazałam palcami, znak cudzysłów.- a ty..no to jesteś ty.- Chłopak patrzył na mnie i uśmechnął się.
-Chcesz mi przez to powiedzieć, że nigdy nikt cię nie przepieprzył i nie chcesz, żebym to ja zrobił.- Chłopak zaśmiał się cynicznie, a ja machnęłam ręką w geście rezygnacji. Weszłam do swojego pokoju i ubrałam czarne rurki, białą bluzkę z jakimś czarnym napisem, Granatową bluzę i do tego czarne vansy. Zeszłam ponownie do mojego niechcianego towarzysza. Siedział na kanapie w salonie wraz z moją mamą, śmiejąc się. Ich śmiech rozniósł się po całym, wilekim pomieszczeniu. odkchrząknełam, aby zwrócić na siebie uwagę i mieć to już za sobą i powrócić do mojej książki, która nie zmiernie mnie wciągneła.
Loczek w ekspresowym tępie znalazł się obok mnie i owinął swoją rękę wokół mojej talii. Spiorunowałam go zwrokiem, a jego odpowiedzią był uśmiech. Wziełam jego ręce i udałam się w stronę drzwi. Chłopak szybko mnie wyprzedził i jak na dżentelmena przystało, otworzył mi drzwi. Na podjeździe stał motor, o ile się nie myle był to motor Yamaha 125. Chłopak podał mi czarny kask.
-Chcesz tym jechać.? -Spytałam przyciszonym głosem, wskazując na maszynę.
-Masz jakiś problem.?- Pytająco, podniósł prawą brew.
-N-Nie- Wyjąkałam.
-To wsiadaj.- Nie pewnie usiadłam za Stylesem, Jak najmocniej umiałam oplotłam go rękami na talii, on jedynie w odpowiedzi zaśmiał się. Całą drogę miałam zamknięte oczy. Po upływe jakiegoś czasu, sama nawet nie wiedziałam jakiego, ale napewno długiego, bo Harry jechał szybko, ale też długo. kiedy maszyna niewydawała swooich charakterystycznych odgłosów, pochodzących od slnika, otworzyłam oczy. Byliśmy przed restauracją, z tego co jest napisane na baneżę, nad małym drewnianym budynkiem..
-Co tu robimy.?- Spytałam, kiedy kierowaliśmy się do środka.
-Będziemy jeść.- Odpowiedził i pchnął drzwi, klienci owej restauracji ucichli i tępo wlepiali wzrok w Harr'ego. Dopiero po kilku sekundach zauważlyli mnie, każdy klient znajdujący się w restauracji posłał mi współczujące spojrzenie. Usiedliśmy przy stoliku, znajdującym się w koncie restauracji. Wysoka, blond włosa kelnerka podeszła do nas. Niepewnie uśmiechnęła się do Loczka, po czym jej wzrok spoczął na mnie. Dziewczyna jak reszta znajdujących tu osób, posłała mi współczujący uśmiech i patrzyła się na mnie, a jej twarz mówiła "Uciekaj od niego jak najszybciej"
-Czy mogę przyjąć zamówienie.?- Spytała grzecznie, kelnerka swoim piskliwym głosikiem.
-Zastanawiamy się jeszcze.- odpowiedziła Harry, splatając nasze ręcę na stole. Szybko jednak uwolniłam swoje palce.
-Przepraszam, muszę iść do toalety.- Szybko wstałam i szybkim krokiem poszłam do łazienki. Rozejrzałam się w poszukiwaniu okna, szybko mój wzrok je znalazł, nie duże, lecz też nie za małe zielone okno. Wdrapałam się na parapet i jedną nogą wychodzłam na zewnątrz.
-April, jesteś tam.?- Spytał Harry pukając w drzwi, serce momentalnie przyśpieszyło swoją pracę, przełożyłam drugą nogę przez okno i kiedy miałam skoczyć, drzwi z hukiem otworzyły się, a rozwścieczony Harry stał w miejscu gdzie powinny być drzwi. Jego pociemniałe tęczówki, wypalały dziurę w mojej głowie. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżałabym już w grobie. Skoczyła na zewnątrz i ostatnią rzeczą jaką słyszałam pyło cichę "kurwa" ze strony Harrego. Rzuciłam się w bieg, nie wiedziałm gdzie jestem więc to nie ułatwiało i tak już mojej głupiej sprawy. Biegłam jakąś ścieżką, na dworzę było już ciemno. Moim plane byo znaleść przysanek autobusowy i znaleść się jak najszybciej w domu. Kiedy nie mogłam złapać tchu, stanełam na chwilkę i postanowiłam iść.
Mój spokój nie trwał długo, kiedy zobaczyłam biegnącego za mną Harrego.
-April, stój-krzyknął, moje nogi same rzuciły się w bieg, w sumie to dobrze. Biegłam i szczerze, to byłam zdziwiona, że jeszcze nie zemdlałam. Harry okazał się być tym szybszym i w ciągu kilku minut złapał mnie.
-Czemu ucekłaś, wiesz co to za okolica.?!- Krzyknął, trzymają swoje ręcę na mojej talii, każde jego słowo, powodowało mocniejszy uścisk na mojej talii. Spojrzałam w tęczówki chłopaka i tak jak się spodziewałm, były czarne, czarne jak bezgwieździsta noc. Loczek zaprowadzł mnie do auta.
-H-Harry.?- zająknełm się.
-hym.?
-Skąd masz auto.? Przecież przyjechaliśmy, m-motorem-Spytałam podnosząc pytająco brew. Jego wyraz twarzy zlagodniał, a koloru oczu powrócił do pierwotnego koloru- zielonego.
-Prędkość światła, kochanie- uśmeichnął się zadziornie, a w jego zielonch tęczówkach błysnął blask pożądania.

"She and He - Two Different worlds, but no longer so foreing."- Part One

Szłam powolnym krokiem w stronę domu. Nie śpieszyło mi się do niego. Ostatni dzień szkoły właśnie minął, a ja z zadowolonym wyrazem twarzy wracała spacerkiem do domu, w dłoni trz...ymając swoje świadectwo. Więc może się przedstawię. Nazywam się April Robinson mam 18 lat i właśnie skończyłam szkołę. W moim życiu nie ma nic nadzwyczajnego, nie mam chłopaka, a moje życie to jedna wielka rutyna. A wszystko przez moich rodziców, nie obwiniam ich, bo w pełni rozumiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, ale przez ich szkolenie mnie do perfekcji ja nie mam żadnych ciekawych przeżyć. Moje życie po okrągłych dwóch miesiącach zmieni się o 180 stopni. Wyjeżdżam na studia. Swój cel ubrałam w architekturę, chodź rodzice doradzali, a raczej żądali, żebym poszła na medycynę, albo na prawo, ale nie czułam do tych zawodów zbyt wielkiej sympatii, szanowałam ludzi, którzy obrali taki kierunek, ale nie wyobrażam sobie, siebie w białym lekarskim fartuszku, bądź w damskim garniturze, trzymając w ręce teczkę z plikami dokumentów. Zanim zdążyłam pogłębić myśl, moje niebiesko-szare tęczówki ujrzały czerwony, dwu piętrowy budynek zbudowany z czerwonej ozdobnej cegły, ozdobiony pnączami wokół drzwi wejściowych. Dom. Weszłam do środka i przechodząc przez hol rzuciłam krótkie "cześć" ale odezwała się cisza. Westchnęłam cicho, rodzice są w pracy, tak było odkąd pamiętam mama i tata wracali późno z pracy całymi dnami nie widując swojej jedynej córki, która w momencie dzieciństwa potrzebowała kogoś kto nauczył ją jeździć na rowerze, kogoś kto zaprowadziłby ją do pierwszej szkolnej ławki, uspokajając stres ciążący nad małą dziewczynką. Jedyną osobą, która zna mnie od dzieciństwa była moja ciocia siostra taty, prawdę mówiąc to ona mnie wychowała. Ale kiedy miałam 16 lat nie wytrzymała i pokłóciła się z tata o to, żeby poświęcali mi trochę więcej uwagi, tak się zaczęła ich kłótnia, a ciocia wyjechała, a jedyną pamiątką jaką po niej mam jest to złota bransoletka z przywieszką w postaci zielonej czterolistnej koniczynki. Zawsze znajduje się na moim nadgarstku, ponieważ traktuje ją jako mój talizman. Weszłam do swojego pokoju, usadowiając się na łóżku. Zdjęłam czarne balerinki i położyłam się na łóżku lekko przymykając oczy. Mój spokój przerwał dzwoniący telefon, irytujący dzwonek rozniósł się po pokoju, moje ciało wróciło do pozycji siedzącej. Sięgnęłam po dzwoniący aparat i palcem przesunęłam po ekranie.
-Hej- Po drugiej stronie momentalnie rozniósł się piskliwy głos mojej przyjaciółki, Amber.
-Cześć Abmer- Powitałam ją, a moje konciki ust momentalnie podniosły się ku górze, tworząc uśmiech.
-Wybierzesz się ze mną na imprezę.?- Spytała błagalnym tonem głosu. Imprezy to nie było coś dla mnie i Amber dobrze o tym wiedziała. Nie należałam do tych osób co zalewają się w trupa, a potem bez opamiętania miziają się w końcie z nowo co poznanym chłopakiem, następnego dnia nic nie pamiętając.
-Błagam cię. Jedna impreza. - Znowu zapytała błagalnym głosem, gdyby była ze mną twarzą w twarz zrobiłaby swoją smutną mnę szczeniaczka, a ja bym się od razu zgodziła na wszystko. W sumie teraz co mi zależy.? jest Koniec rok szkolnego możemy to oblać.
-Już sobie wyobrażam twoją smutną minę szczeniaczka. -Zachichotałam, a po chwili przyjaciółka zawtórowała mi.
-Czyli się zgadzasz.?- Spytała kiedy w marę przestałyśmy się śmiać.
-Ale tylko jedna impreza.- Ostrzegłam stanowczo, a odpowiedzią przyjaciółki był pisk.
- Za chwilę u ciebie będę.- Odezwała się, a po chwili rozmowa została przerwana. Po 20 minutach spuściłam do środka podjaraną przyjaciółkę. Amber to wysoka, pewna siebie blondynka o brązowym kolorze oczu. Jest naprawdę ładna, jedna z wielu cech jaką chciałabym mieć. Zaraz za przyjaciółką powędrowałam do mojego pokoju, a blondynka od razu wielką szafę na ubrania. Amber grzebała w niej wywalając prawe całą jej zawartość, aż w końcu rzuciła w moją stronę miętową sukienkę, którą kupiłam za jej namową. Dziewczyna pognaliła mnie do łazienki, ubrałam na siebie zwiewny materiał, sukienka dosięgała mi za kolano. Weszła do swojego pokoju, a Amber miała już na sobie czarną, koronkową sukienkę, która dosięgała jej do połowy ud, jej długie nogi zdobiły czerwone szpilki i tego samego kolor torebka. Swoje włosy związała w perfekcyjnego koka na czubku głowy. Dziewczyna zrobiła sobie Eye-Linerem cienkie kreski, a rzęsy podkreśliła czarną maskarą, za to usta pomalowała na czerwono-krwisty odcień szminki. Ja jedynie pomalowałam maskarą rzęsy, a swoje długie, brązowe, falowane włosy zostawiłam rozpuszczone. Przed wyjście za namową przyjaciółki założyłam czarne szpilki, czego jestem pewna, że będę żałować. Zamknęłam na klucz drzwi, a zamówiona wcześniej przeze mnie taksówka stała na podjeździe. Wsiadłyśmy razem do auta, a Amber podała miłemu taksówkarzowi adres clubu. Po niespełna 15 minutach facet zatrzymał się przed nocnym clubie o nazwie " Little Cosmos" Za sprawą Amber i jej znajomości nie musieliśmy czekać w długiej kolejce tylko od razu zostałyśmy wpuszczone. Na wstępie do moich nozdrzy wszedł nieprzyjemny zapach dymu z papierosów, alkoholu, który w takich miejscach leje się litrami, jak i zapach spoconych ludzi od tańczenia. Podeszłyśmy do baru, a moja towarzyszka zamówiła nam kolorowe drinki. Z początku steptycznie nastawiona byłam do tego, żeby pić alkohol, ale po niezadowolonej mimice twarzy przyjaciółki postanowiłam jednego wypić . Różowa substancja rozlała się po moim gardle, i przyznam szczerze, że było to bardzo dobre.
-Teraz na rozgrane masz shota.- Przesunęła w moją stronę kieliszek z przezroczystą substancją. Przechyliłam kieliszek i na raz wypiłam całą zawartość, wódka rozlała się po moim gardle, wykrzywiłam twarz, bo wódka nie smakowała tak dobrze jak różowy drink. Amber została wyrwana przez wysokiego chłopaka o króczobrązowych włosach, opadających na jego czoło. Posłała mi uśmiech i wraz z swoim towarzyszem zninknęła w tłumie napalonych clubowiczów. Siedziałam na barowym krzesełku wpatrując się w przystojnego barmana, z którym zamieniłam kilka zdań.
- Cześć- Koło mnie przysiadł się wysoki i umięśniony chłopak z burzą kasztanowych loków na głowie, posyłając mi cwany uśmiech. Bez słowa z grymasem na twarzy wstałam z miejsca, przedzierając się przez tłum ludzi wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam zabierać zabawę przyjaciółce więc nie zadzwoniła do niej i poszłam w kierunku mojego domu. Nagle na moich nadgarstkach kędzierzawy zawiesił swoje ręce, oparł moje ciało o ścianę clubu, napierając swoim na moje, koniuszkiem języka oblizał swoje wyschnięte malinowe usta.
-Puść mnie.!- Krzyknęłam, próbując wyrwać się z uścisku loczka. Jego oczy pociemniały, a uścisk na moich nadgarstkach zwiększył się, wywołując fale bólu.
-Bo co mi zrobisz.?!- Zaśmiał się cynicznie, zaczęłam ponownie wyrywać się z jego uścisku, co bardziej go rozwścieczyło. Zacisnął swoja szczękę, a uścisk na moich nadgarstkach ponownie się zwiększył. Knykcie loczka pobledły od mocnego uścisku.
-P-Proszę puść mnie.- Wyszeptałam błagalnie, a po moim policzku spłynęła łza.
-Zapamiętaj jedno, mnie się nie unika.!- Wycedził rozłoszczony.
-Zrozumiałaś.?!- Ponownie wrzasnął, a na moje policzki kaskadami spadały niekontrolowane łzy, a ja tylko skinęłam głową, na znak, że rozumiem.
-Odpowiada jak do ciebie mówię.!- Ponownie krzyknął, a moje serce dwukrotnie przyśpieszyło swoją pracę.
-Rozumiem- Powiedziałam prawie nie słyszalnie.
- A teraz powiedz mi jedno, co taka dziewczyna jak ty, robi w takim miejscu jak to.?- Spytał, głupkowato się śmiejąc.
- a co robi się w takim miejscu.?- Spytałam ironicznie. Przez buzujący alkohol w moich żyłach dostałam więcej pewności siebie, która mogła przypłynąć kilka chwil temu.
- Mrr Zadzorna.? Lubię takie. - Kędzierzawy wysłał mi w powietrzu całusa, głupio się przy tym śmiejąc. Pod wpływem adrenaliny i małej dawce alkoholu, wymierzyłam lokowatemu siarczysty policzek, a ten odruchowo się złapał za to miejsce. Jego oczy ponownie zciemniały do tego stopnia, że wydawały się być czarne, złączył ze sobą brwi, a jego szczeka zaostrzyła się. Złapał mnie za nadgarstki, przerzucając jej nad moją głowę, przetrzymując je jedną ręką, naparł swoim ciałem na moim, a jego ciepły oddech czułam na swojej skórze. Moja odwaga jak za sprawą magicznej różdżki odpłynęła, i stałam tam oko w oko z nim.
- Słuchaj. Wydawałaś się być fajna, ale jak widzę, chcesz grać bohaterkę tylko ze mną skarbie ci się nie uda. - Wzdrygnęłam się na to jak nazwał mnie "skarbie"
-Jesteś tu z kimś.?-Spytał, a ja przeciwnie pokręciłam głową.
-Kurwa, kobieto naucz się ODPOWIADAĆ.!- Krzyknął, podkreślając ostatnie słowo.
-Jestem teraz sama, bo moja przyjaciółka, poszła..um potańczyć.- Odpowiedziałam cicho. Coś w nim było takiego...nie wiem jak to nazwać, odpychającego, przerażającego.? był przerażający, ale w takim ciele. Nie powinien. Kędzierzawy odwiózł mnie do domu, wrzeszcząc na mnie, ponieważ nie chciałam z nim wsiąść. Weszłam do swojego domu i od razu zdjęłam swoją sukienkę, zakładając szare, bawełniane dresy i za dużą granatową bluzkę. Po moim pokoju rozniósł się dźwięk przychodzącej wiadomości. Przesunęłam palcem po ekranie, a po przeczytaniu treści oczy mało co mi z orbit nie wyskoczyły.
Od:Nieznane.
Masz bardzo ładny stanik, ale zasłaniaj okna kochanie taki widok tylko dla mnie
Harry xx