środa, 26 lutego 2014

"She and He - Two Different worlds, but no longer so foreing."- Part One

Szłam powolnym krokiem w stronę domu. Nie śpieszyło mi się do niego. Ostatni dzień szkoły właśnie minął, a ja z zadowolonym wyrazem twarzy wracała spacerkiem do domu, w dłoni trz...ymając swoje świadectwo. Więc może się przedstawię. Nazywam się April Robinson mam 18 lat i właśnie skończyłam szkołę. W moim życiu nie ma nic nadzwyczajnego, nie mam chłopaka, a moje życie to jedna wielka rutyna. A wszystko przez moich rodziców, nie obwiniam ich, bo w pełni rozumiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, ale przez ich szkolenie mnie do perfekcji ja nie mam żadnych ciekawych przeżyć. Moje życie po okrągłych dwóch miesiącach zmieni się o 180 stopni. Wyjeżdżam na studia. Swój cel ubrałam w architekturę, chodź rodzice doradzali, a raczej żądali, żebym poszła na medycynę, albo na prawo, ale nie czułam do tych zawodów zbyt wielkiej sympatii, szanowałam ludzi, którzy obrali taki kierunek, ale nie wyobrażam sobie, siebie w białym lekarskim fartuszku, bądź w damskim garniturze, trzymając w ręce teczkę z plikami dokumentów. Zanim zdążyłam pogłębić myśl, moje niebiesko-szare tęczówki ujrzały czerwony, dwu piętrowy budynek zbudowany z czerwonej ozdobnej cegły, ozdobiony pnączami wokół drzwi wejściowych. Dom. Weszłam do środka i przechodząc przez hol rzuciłam krótkie "cześć" ale odezwała się cisza. Westchnęłam cicho, rodzice są w pracy, tak było odkąd pamiętam mama i tata wracali późno z pracy całymi dnami nie widując swojej jedynej córki, która w momencie dzieciństwa potrzebowała kogoś kto nauczył ją jeździć na rowerze, kogoś kto zaprowadziłby ją do pierwszej szkolnej ławki, uspokajając stres ciążący nad małą dziewczynką. Jedyną osobą, która zna mnie od dzieciństwa była moja ciocia siostra taty, prawdę mówiąc to ona mnie wychowała. Ale kiedy miałam 16 lat nie wytrzymała i pokłóciła się z tata o to, żeby poświęcali mi trochę więcej uwagi, tak się zaczęła ich kłótnia, a ciocia wyjechała, a jedyną pamiątką jaką po niej mam jest to złota bransoletka z przywieszką w postaci zielonej czterolistnej koniczynki. Zawsze znajduje się na moim nadgarstku, ponieważ traktuje ją jako mój talizman. Weszłam do swojego pokoju, usadowiając się na łóżku. Zdjęłam czarne balerinki i położyłam się na łóżku lekko przymykając oczy. Mój spokój przerwał dzwoniący telefon, irytujący dzwonek rozniósł się po pokoju, moje ciało wróciło do pozycji siedzącej. Sięgnęłam po dzwoniący aparat i palcem przesunęłam po ekranie.
-Hej- Po drugiej stronie momentalnie rozniósł się piskliwy głos mojej przyjaciółki, Amber.
-Cześć Abmer- Powitałam ją, a moje konciki ust momentalnie podniosły się ku górze, tworząc uśmiech.
-Wybierzesz się ze mną na imprezę.?- Spytała błagalnym tonem głosu. Imprezy to nie było coś dla mnie i Amber dobrze o tym wiedziała. Nie należałam do tych osób co zalewają się w trupa, a potem bez opamiętania miziają się w końcie z nowo co poznanym chłopakiem, następnego dnia nic nie pamiętając.
-Błagam cię. Jedna impreza. - Znowu zapytała błagalnym głosem, gdyby była ze mną twarzą w twarz zrobiłaby swoją smutną mnę szczeniaczka, a ja bym się od razu zgodziła na wszystko. W sumie teraz co mi zależy.? jest Koniec rok szkolnego możemy to oblać.
-Już sobie wyobrażam twoją smutną minę szczeniaczka. -Zachichotałam, a po chwili przyjaciółka zawtórowała mi.
-Czyli się zgadzasz.?- Spytała kiedy w marę przestałyśmy się śmiać.
-Ale tylko jedna impreza.- Ostrzegłam stanowczo, a odpowiedzią przyjaciółki był pisk.
- Za chwilę u ciebie będę.- Odezwała się, a po chwili rozmowa została przerwana. Po 20 minutach spuściłam do środka podjaraną przyjaciółkę. Amber to wysoka, pewna siebie blondynka o brązowym kolorze oczu. Jest naprawdę ładna, jedna z wielu cech jaką chciałabym mieć. Zaraz za przyjaciółką powędrowałam do mojego pokoju, a blondynka od razu wielką szafę na ubrania. Amber grzebała w niej wywalając prawe całą jej zawartość, aż w końcu rzuciła w moją stronę miętową sukienkę, którą kupiłam za jej namową. Dziewczyna pognaliła mnie do łazienki, ubrałam na siebie zwiewny materiał, sukienka dosięgała mi za kolano. Weszła do swojego pokoju, a Amber miała już na sobie czarną, koronkową sukienkę, która dosięgała jej do połowy ud, jej długie nogi zdobiły czerwone szpilki i tego samego kolor torebka. Swoje włosy związała w perfekcyjnego koka na czubku głowy. Dziewczyna zrobiła sobie Eye-Linerem cienkie kreski, a rzęsy podkreśliła czarną maskarą, za to usta pomalowała na czerwono-krwisty odcień szminki. Ja jedynie pomalowałam maskarą rzęsy, a swoje długie, brązowe, falowane włosy zostawiłam rozpuszczone. Przed wyjście za namową przyjaciółki założyłam czarne szpilki, czego jestem pewna, że będę żałować. Zamknęłam na klucz drzwi, a zamówiona wcześniej przeze mnie taksówka stała na podjeździe. Wsiadłyśmy razem do auta, a Amber podała miłemu taksówkarzowi adres clubu. Po niespełna 15 minutach facet zatrzymał się przed nocnym clubie o nazwie " Little Cosmos" Za sprawą Amber i jej znajomości nie musieliśmy czekać w długiej kolejce tylko od razu zostałyśmy wpuszczone. Na wstępie do moich nozdrzy wszedł nieprzyjemny zapach dymu z papierosów, alkoholu, który w takich miejscach leje się litrami, jak i zapach spoconych ludzi od tańczenia. Podeszłyśmy do baru, a moja towarzyszka zamówiła nam kolorowe drinki. Z początku steptycznie nastawiona byłam do tego, żeby pić alkohol, ale po niezadowolonej mimice twarzy przyjaciółki postanowiłam jednego wypić . Różowa substancja rozlała się po moim gardle, i przyznam szczerze, że było to bardzo dobre.
-Teraz na rozgrane masz shota.- Przesunęła w moją stronę kieliszek z przezroczystą substancją. Przechyliłam kieliszek i na raz wypiłam całą zawartość, wódka rozlała się po moim gardle, wykrzywiłam twarz, bo wódka nie smakowała tak dobrze jak różowy drink. Amber została wyrwana przez wysokiego chłopaka o króczobrązowych włosach, opadających na jego czoło. Posłała mi uśmiech i wraz z swoim towarzyszem zninknęła w tłumie napalonych clubowiczów. Siedziałam na barowym krzesełku wpatrując się w przystojnego barmana, z którym zamieniłam kilka zdań.
- Cześć- Koło mnie przysiadł się wysoki i umięśniony chłopak z burzą kasztanowych loków na głowie, posyłając mi cwany uśmiech. Bez słowa z grymasem na twarzy wstałam z miejsca, przedzierając się przez tłum ludzi wyszłam na zewnątrz. Nie chciałam zabierać zabawę przyjaciółce więc nie zadzwoniła do niej i poszłam w kierunku mojego domu. Nagle na moich nadgarstkach kędzierzawy zawiesił swoje ręce, oparł moje ciało o ścianę clubu, napierając swoim na moje, koniuszkiem języka oblizał swoje wyschnięte malinowe usta.
-Puść mnie.!- Krzyknęłam, próbując wyrwać się z uścisku loczka. Jego oczy pociemniały, a uścisk na moich nadgarstkach zwiększył się, wywołując fale bólu.
-Bo co mi zrobisz.?!- Zaśmiał się cynicznie, zaczęłam ponownie wyrywać się z jego uścisku, co bardziej go rozwścieczyło. Zacisnął swoja szczękę, a uścisk na moich nadgarstkach ponownie się zwiększył. Knykcie loczka pobledły od mocnego uścisku.
-P-Proszę puść mnie.- Wyszeptałam błagalnie, a po moim policzku spłynęła łza.
-Zapamiętaj jedno, mnie się nie unika.!- Wycedził rozłoszczony.
-Zrozumiałaś.?!- Ponownie wrzasnął, a na moje policzki kaskadami spadały niekontrolowane łzy, a ja tylko skinęłam głową, na znak, że rozumiem.
-Odpowiada jak do ciebie mówię.!- Ponownie krzyknął, a moje serce dwukrotnie przyśpieszyło swoją pracę.
-Rozumiem- Powiedziałam prawie nie słyszalnie.
- A teraz powiedz mi jedno, co taka dziewczyna jak ty, robi w takim miejscu jak to.?- Spytał, głupkowato się śmiejąc.
- a co robi się w takim miejscu.?- Spytałam ironicznie. Przez buzujący alkohol w moich żyłach dostałam więcej pewności siebie, która mogła przypłynąć kilka chwil temu.
- Mrr Zadzorna.? Lubię takie. - Kędzierzawy wysłał mi w powietrzu całusa, głupio się przy tym śmiejąc. Pod wpływem adrenaliny i małej dawce alkoholu, wymierzyłam lokowatemu siarczysty policzek, a ten odruchowo się złapał za to miejsce. Jego oczy ponownie zciemniały do tego stopnia, że wydawały się być czarne, złączył ze sobą brwi, a jego szczeka zaostrzyła się. Złapał mnie za nadgarstki, przerzucając jej nad moją głowę, przetrzymując je jedną ręką, naparł swoim ciałem na moim, a jego ciepły oddech czułam na swojej skórze. Moja odwaga jak za sprawą magicznej różdżki odpłynęła, i stałam tam oko w oko z nim.
- Słuchaj. Wydawałaś się być fajna, ale jak widzę, chcesz grać bohaterkę tylko ze mną skarbie ci się nie uda. - Wzdrygnęłam się na to jak nazwał mnie "skarbie"
-Jesteś tu z kimś.?-Spytał, a ja przeciwnie pokręciłam głową.
-Kurwa, kobieto naucz się ODPOWIADAĆ.!- Krzyknął, podkreślając ostatnie słowo.
-Jestem teraz sama, bo moja przyjaciółka, poszła..um potańczyć.- Odpowiedziałam cicho. Coś w nim było takiego...nie wiem jak to nazwać, odpychającego, przerażającego.? był przerażający, ale w takim ciele. Nie powinien. Kędzierzawy odwiózł mnie do domu, wrzeszcząc na mnie, ponieważ nie chciałam z nim wsiąść. Weszłam do swojego domu i od razu zdjęłam swoją sukienkę, zakładając szare, bawełniane dresy i za dużą granatową bluzkę. Po moim pokoju rozniósł się dźwięk przychodzącej wiadomości. Przesunęłam palcem po ekranie, a po przeczytaniu treści oczy mało co mi z orbit nie wyskoczyły.
Od:Nieznane.
Masz bardzo ładny stanik, ale zasłaniaj okna kochanie taki widok tylko dla mnie
Harry xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz